• Reklama

[E46] 330 Ci FierceDog

W związku z utworzeniem subforów galerii w działach poszczególnych modeli BMW, zamyka dotychczasowy dział Galerie i prosi forumowiczów o zamieszczanie swoich zdjęć w wyznaczonym do tego miejscu, zgodnie z regulaminem Galerii. Jednocześnie osoby które chciałyby przenieść swoją dotychczasową galerię zdjęc do nowej lokalizacji, proszone są o kontakt na PW z moderatorem Nurek

[E46] 330 Ci FierceDog

Postprzez FierceDog » 19 Paź 2010 21:48

Parę słów o moim autku - ot takie "urzekła mnie twoja historia"

a więc... zacznijmy od tego, że samochodu poszukiwałem na autoscoucie.de i mobile.de gdzieś tak przez rok (od maja `2007).
wiedziałem, że ma to być:
- e46 coupe,
- po lifcie,
- absolutnie bezwypadkowe,
- przebieg < 60 kkm,
- początkowo brałem pod uwagę również diesle, potem już w grę wchodziła wyłącznie benzyna, najchętniej 320 lub 325, ew. 330 (ale wówczas byłem jeszcze na tyle głupi, że bałem się ile taka 330 będzie mi paliła),
- z manualną skrzynią,
- koniecznie z m-pakietem i alcantarą,
- kolor - najchętniej czarny lub ew. imola rot (czerwony),
- najlepiej z felgami m68 doppelspeiche.
- no i jeszcze jedno - auto musiało być z "prawdziwych" Niemiec (czyli z tych zachodnich) ;).
nie miałem żadnych wymagań, co do wyposażenia samochodu, bo zakładałem, że samochód tej klasy będzie już posiadał to, na czym mi zależało, a mianowicie: ABS i klimę. to wszystko, czego mi potrzeba do pełni szczęścia w samochodzie... ponadto, jestem zwolennikiem starej szkoły "im mniej urządzeń, tym mniej się może popsuć".

od listopada `2007 szukałem już na poważnie i ostro.

CZĘŚĆ PIERWSZA - PIERWSZA WYPRAWA DO NIEMIEC

pierwsza okazja do wyjazdu do Niemiec trafiła się pod koniec marca `2008. miałem upatrzone 3 samochody odpowiadające moim wymaganiom, ogłoszenia których utrzymywały się na mobile.de gdzieś od połowy stycznia:

samochód 1 - 320 - Kirchen (ogłoszenie + fotki) - dla nieznających niemieckiego lub tych, którym nie będzie się chciało wczytywać w treść ogłoszenia - jest w nim napisane, że samochodem tym nie jeżdżono w zimę ( !! ) - minusem takiej sytuacji było to, że nie mogłem liczyć na koła/opony zimowe ;) :

Image
Image
Image
Image
Image
Image


samochód 2 - 320 - Schopfloch (ogłoszenie + fotki):

Image
Image
Image
Image
Image


samochód 3 - 325 - Villingen-Schwenningen (ogłoszenie, bez fotek, bo ich jakoś nie zachowałem...):

Image


samochody były "nieco" rozrzucone po Niemczech - o ile Schopfloch (samochód 2) leżało stosunkowo niedaleko od Villingen (samochód 3), a konkretnie 248 km, to już Kirchen (samochód 1) leżało daleko, daleko na Północ - dokładnie 428 km od Villingen...
pokazują to poniższe mapki:


Zgorzelec - Schopfloch:

Image


Schopfloch - Villingen:

Image


Villingen - Kirchen:

Image


Kirchen - Zgorzelec:

Image


na tydzień przed wyjazdem dzwoniłem do sprzedających, aby potwierdzić aktualność ogłoszeń - wszystkie 3 ogłoszenia były aktualne.
po raz kolejny zadzwoniłem w tym samym celu w piątek (wyjazd miał być w niedzielę) - i co się okazało? ano - że ja to mam fart :wsciekly: - dwa z trzech samochodów, które miałem obejrzeć (1 - Kirchen i 2 - Schopfloch) sprzedały się w ciągu tego tygodnia, odkąd dzwoniłem po raz pierwszy, mimo, że wcześniej nie sprzedawały się przez 3 miesiące... niektórzy to mają szczęście... :mur:
w tym momencie miałem dwie opcje: odwołać wyjazd lub na szybko znaleźć coś innego, co warte byłoby obejrzenia - wybrałem drugą opcję.
szybkie poszukiwania - i oto co znalazłem:


samochód 4 - 325 - Furth - niestety, musiałem iść na pewien kompromis - auto nie było czarne, tylko ciemno-granatowe - w słońcu - praktycznie czarne, granatowy kolor widać było tylko pod pewnym kątem lub przy mniej intensywnym oświetleniu (nie pamiętam jak się nazywa ten kolor - orient-blau?), ponadto, w środku była nie alcantara, tylko lita, szara skóra - Montana cośtam:

Image
Image
Image
Image
Image


samochód 5 - 320 - Doebeln - wygląd i wyposażenie - takie jak chciałem, tyle że nie ta lokalizacja (Niemcy wschodnie...):

Image
Image
Image
Image
Image

oczywiście, modyfikacji uległ również plan podróży, którą trzeba było teraz, na szybko, ponownie zaplanować... mimo, że najbardziej logicznym rozwiązaniem było najpierw pojechać do Doebeln, bo leży ono najbliżej polskiej granicy, to jednak, ze względu na to, że w weekendy, w cywilizowanych krajach ludzie nie pracują i komis miał być zamknięty, na pierwszy ogień miał iść samochód nr 4 - czyli 325 z Furth - miasteczka, a w zasadzie wsi, na zachód od Norymbergi, ponieważ była to oferta prywatna i właściciel zgodził się nam pokazać auto w niedzielę. potem miało być Villingen, a na koniec, jeśli nie zdecydował bym się na żadne z tych dwóch aut - mieliśmy zajechać, w drodze powrotnej do kraju, do Doebeln:


Zgorzelec - Furth:

Image


Furth - Villingen:

Image


Villingen - Doebeln:

Image


Doebeln - Zgorzelec:

Image


chcąc się jak najlepiej przygotować do podróży zrobiłem sobie nawet taką oto kalkulację w Excelu:

Image


wyjazd o godz 2 rano w niedzielę, 30-03-2008. jedziemy z kumplem moim dotychczasowym samochodem i ok. godz. 16 jesteśmy w Furth (samochód nr 4). okazuje się, że właścicielem samochodu jest... rolnik. okazuje się też, że auto było wykorzystywane przez niego jedynie na wyjazdy urlopowe (stan licznika 28 tys. km !! ). stan? "ideał" to określenie zbyt banalne/oklepane i zbyt często nadużywane w naszych, polskich ogłoszeniach... ten samochód to był ideał do 10 potęgi!! to auto jeszcze pachniało nowością! tyle, że nie było czarne i nie miało w środku alcantary... poza tym - jeżdżące bóstwo! właściciel - gość koło 40-ki - miły człowiek - zrobił nam fajną przejażdżkę po okolicy. rozmawiamy początkowo tylko po niemiecku, potem okazuje się, że niemiecki rolnik całkiem nieźle gada po angielsku (!!) - zatem komunikujemy się w obydwu językach na raz - jeśli brakuje słówka po niemiecku - wspieramy się angielskim :) ucieszyłem się, że tak ładnie się nam rozpoczęła wyprawa, jednak nie chciałem kupić już pierwszego auta - być może te dwa pozostałe były równie dobre? (bo lepsze nie mogły już być) zatem ładnie podziękowałem informując, że dnia następnego, po obejrzeniu dwóch pozostałych samochodów, zadzwonię i powiem czy biorę to auto, czy nie...

z Furth udaliśmy się do Villingen (samochód nr 3) - mieliśmy zamiar znaleźć jakiś nocleg, a samochód obejrzeć rano, kiedy otworzą już komis. na miejsce dotarliśmy tuż przed zachodem słońca - postanowiliśmy, że spróbujemy rzucić okiem na samochód jeszcze tego samego dnia - choćby przez bramę/płot.
jakież było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy jak wygląda niemiecki komis! żadnych 3-metrowych płotów, żadnych groźnych psów czy ochroniarzy pilnujących samochodów! kilkadziesiąt samochodów wartych grube, nie setki, a miliony Euro stoją sobie na niezamykanym, nieogrodzonym parkingu należącym do komisu, na który mogą wjechać potencjalni kupujący i obejrzeć samochody nawet kiedy komis jest zamknięty i nie ma w pobliżu żywego ducha... szok! nikt nie kradnie tych samochodów, nikt nie odkręca im alufelg... co za kraj??
niestety - okazuje się, że nie wszystko jest takie piękne w tym "kraju-raju" - otóż kumpel zauważa, że szczeliny przy klapie bagażnika są nierównej szerokości - diagnoza - auto było bite w dupsko - może nie mocno, ale jednak. i, mimo, że to taki cywilizowany kraj i komis - ktoś "zapomniał" o tym wspomnieć w ogłoszeniu....
z poczuciem zawodu udaliśmy się na szybkie poszukiwanie noclegu - było już ciemno. znaleźliśmy hotel, zjedliśmy kolację w pobliskiej restauracji, potem - paciorek, siusiu i pcia...
pobudka o 7 rano i kierujemy się w stronę polskiej granicy, do Doebeln (samochód nr 5). po drodze podejmuję decyzję - samochód nr 4, mimo, że perfekcyjny technicznie, nie jest w 100% tym, czego chcę - dzwonię do właściciela, żeby podziękować. okazuje się, że samochód już się sprzedał. git - przynajmniej nie będę już miał się nad czym zastanawiać!
do Doebeln docieramy ok. południa. oglądamy autko - wygląda nieskazitelnie. jedziemy na test - w samochodzie ja, kumpel i człowiek z komisu. prowadzę ja i kumpel na zmianę. co jest? silnik w ogóle nie ciągnie... :O :oczy: pytamy Niemców o co chodzi - Ci twierdzą, że wszystko jest OK. no ale co mają innego mówić? podejrzewamy, że coś jest skopane w silniku. nie bierzemy tego samochodu. powrót do Polski.
porażka? nie traktuję tak tej wyprawy. lekcja - to lepsze określenie. wyprawa ta nauczyła mnie jednego: jeśli poszukujesz idelanego samochodu, to nawet w Niemczech, bierz pod uwagę tylko i wyłącznie oferty prywatne. zero komisów!


CZĘŚĆ DRUGA - DRUGA WYPRAWA DO NIEMIEC

w oparciu o lekcję odebraną przy okazji pierwszego wyjazdu, poszukuję wyłącznie ogłoszeń prywatnych. w połowie kwietnia `2008 zbieram kolejną trójkę kandydatów:


samochód 6 - 320 - Wangen (ogłoszenie + fotki):

Image
Image
Image
Image
Image
Image


samochód 7 - 320 - Kolonia:

Image
Image
Image
Image
Image
Image


samochód 8 - 330 - Hofheim:

Image
Image
Image
Image
Image
Image


Tym razem, jako, że wszystkie ogłoszenia są prywatne - nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozpocząć oglądanie samochodów już w sobotę i zakończyć je w niedzielę do południa. Jest to o tyle ważne, że kumpel musi w poniedziałek iść do pracy (nie dostał urlopu), więc musi mieć czas na powrót do Polski...
podążam "standardową" procedurą - telefony do właścicieli, wyznaczanie trasy - wszystko gładko i bezproblemowo - na sobotę, po godz. 16 jestem umówiony w Wangen (samochód 6), w niedzielę, o godz. 8 - jestem umówiony w Kolonii (samochód 7), o godz. 11 umówiony jestem w Hofheim - te dwa ostatnie miejsca lepiej by mi było "zaliczyć" w odwrotnej kolejności, ale że są od siebie oddalone zaledwie o 170 km - postanowiłem nadłożyć drogi, byle tylko jak najwcześniej wiedzieć czy, a jeśli tak to które auto będę chciał kupić, żeby kumpel mógł mnie tam odstawić i jak najwcześniej wrócić do Polski.


Zgorzelec - Wangen :

Image


Wangen - Kolonia:

Image


Kolonia-Hofheim:

Image


Hofheim-Zgorzelec:

Image


...i jeszcze kalkulacja trasy:
Image


wyjazd do Niemiec w sobotę, 12-04-2008 o godz. 3 rano. w okolice Wangen docieramy ok. godz. 16 - tak jak było to umówione. tu jednak napotykamy na problemy nawigacyjne. Nawigacja prowadzi nas jakimiś wąziutkimi, niczym parkowe alejki dróżkami po alpejskich halach, by w końcu się urwać... dzwonimy do kolesia - pytamy o adres ponownie. tym razem sukces, ale mamy ok. godziny w plecy... oglądamy auko - jest w super stanie - jedziemy na przejażdżkę - k@#$a! co jest?? kolejne 320 z walniętym silnikiem?? niemożliwe... a więc... one wszystkie tak mają?? :oczy: okazuje się, że to po prostu a) stabilność podwozia, b) charakterystyka silnika R6, sprawiają, że jadąc 320ką nie czuje się ani przyspieszenia, ani prędkości... no cóż - spodziewałem się więcej przy przesiadce na samochód o 50% mocniejszy od mojego dotychczasowego auta... ale przynajmniej wiadomo, że silnik jest w porządku (ten w Doebeln - samochód nr 5) też, wynika z tego, był OK :wstydnis: a my się doszukiwaliśmy jakichś "wałków" ze strony komisu :wstydnis:
tak, czy owak - jestem zawiedziony - nawet jeśli samochód wygląda super i jest w super stanie technicznym, ale jazda nim jest tak nudna, to go nie kupię - wniosek: muszę odpuścić sobie 320ki... dziękujemy właścicielowi i uderzamy w stronę Kolonii.

jedziemy ponad 600 km, do Kolonii docieramy przed północą, surrealistyczne wrażenie spotęgowane jest przez wjazd do miasta autostradą od strony rafinerii - jej instalacje, ciągną się na odcinku kilku kilometrów wzdłuż autostrady, oświetlone ukośnymi świetlówkami kłębowiska rur i wież rafinacyjnych. mamy wrażenie, że jesteśmy na innej planecie. "kraina Mordoru" - takie przychodzi nam skojarzenie.... w końcu docieramy do "zwykłego" miasta, zamieszkałego przez ludzi. poszukiwania hotelu - znajdujemy coś w miarę taniego w dzielnicy tureckiej/arabskiej. skonani padamy do łóżek.
pobudka w niedzielę o 7:30. Telefon do właściciela samochodu nr 7. umawiamy się na stacji benzynowej. pada deszcz. dojeżdżamy na miejsce. są i nasi kontrahenci - okazuje się, że sprzedawcą jest koleżka wyglądający na Turka lub Hindusa. Ale na imię ma... Josef ;-) 2-gie pokolenie w Niemczech. i nie pracuje w kebabowni, tylko w firmie ubezpieczeniowej. jego perfekcyjny angielski to potiwerdza. do towarzystwa/ochrony ma kumpla - ale nie rodowitego Niemca, tylko jakiegoś Chińczyko-Japończyka... okazuje się, że kolorowi imigranci, nawet w drugim pokoleniu, nawet wykształceni i pracujący w dobrych firmach mają w Niemczech przesrane... są raczej izolowani przez rodowitych Niemców - wspomnę jeszcze o tym za moment. co do samochodu - jest absolutnie nieskazitelny !! porównać go mogę jedynie z samochodem nr 4 - tym ciemnogranatowym z Furth. ale ten jest taki jak sobie wymarzyłem! koleś napisał w ogłoszeniu, że samochód był garażowany zarówno w domu jak i w pracy. to widać. igiełka! jedyny minus jest taki, że to znów 320ka... zero czadu ;( jestem zadowolony, bo już wiem, że nawet, jeśli nie spodoba mi się ostatni samochód, jaki mam do obejrzenia (nr 8), to nie będę musiał pruć znowu 600 km do Wangen, tylko kupię ten samochód w Kolonii.
dziękujemy za prezentację auta i śmigamy do Hofheim, żeby zobaczyć ostatnie auto.

docieramy do Hofheim bez przygód. okazuje się, że właścicielem samochodu jest dziadek na emeryturze. jest on jednak drugim właścicielem - kupił samochód, kiedy miał on 22 tys. km. teraz ma 47 tys. km. pan wychodzi do nas w kapciach - samochodu wcześniej nie odpalał - jest na tyle pewny, że nie musiał go wcześniej rozgrzewać. rozruch - basowy pomruk rzuca nas z kumplem na kolana. tuningowany wydech? nie - okazuje się, po prostu, że do czasu aż silnik się rozgrzeje, wydech po prostu tak pracuje, potem jest już cichutko... "dziadek" zabiera nas na przejażdżkę. wiadomo - w Niemczech do autobana nie jest nigdzie dalej niż 2-3 km. ale jeszcze przed autobanem opadają nam z kumplem szczęki na to jak samochód przyspiesza i jak "dziadek" go prowadzi. pytam go czy był kierowcą wyścigowym. on odpowiada, że nie, ale, że jeździł w swoim życiu wszystkimi najszybszymi samochodami na świecie (chociaż sam ich nie posiadał). wierzę mu :padam:

decyzja o wyborze auta nie jest w tym momencie trudna - okazało się, że lekcja wyciągnięta z pierwszego wyjazdu zaowocowała. każde kolejne auto, oglądane podczas drugiej wyprawy było lepsze od poprzedniego, ale nawet już to pierwsze było OK, i gdyby mi się ono trafiło podczas pierwszego wyjazdu - wziąłbym je...
dziękuję losowi, że nie wziąłem 320ki tylko 330kę. to jest dopiero to!
jeśli chodzi o stan - samochód jest w super stanie, choć nie tak perfekcyjnym jak ten z Kolonii (nr 7) i Furth (nr 4). za to tarcze hamulcowe są nowiutkie - zero rantu, podobnie opony - zarówno na letnich jak i zimowych kółkach. słodko!!

zostałem w hotelu w Hofheim do poniedziałku, odespałem z nawiązką trudy podróży, zadzwoniłem do obydwu właścicieli samochodów, z których zrezygnowałem i podziękowałem im. szkoda mi było szczególnie kolesia z Kolonii. jego ogłoszenie widziałem w necie jeszcze ze 3 miesiące później z mocno obniżoną ceną. nadal nie mógł sprzedać samochodu, który przecież był idelany... a wszystko przez kolor skóry właściciela... :(

w poniedziałek rano podpisałem umowę z "dziadkiem", razem z żoną pojechali ze mną załatwić formalności w ichniejszym "wydziale komunikacji" - bardzo mi tym pomogli, bo o ile jestem w stanie dogadać się po niemiecku przy zakupie samochodu, to już w urzędzie raczej bym ugrzązł...

Image

potem jeszcze pomogli mi zmienić koła z zimówek na letnie, a na koniec - ze łzami w oczach (za samochodem, jak się domyślam :) ) wręczyli mi butelkę dobrego, białego wina oraz... maskotkę-zabawkę dla małej córeczki mojego kumpla, który ze mną był dzień wcześniej (!!) słabo?

a potem? powrót do Polski. cudowne krajobrazy widziane z równych, jak stół, niemieckich autostrad, piękna, słoneczna pogoda, 200 - 250 na liczniku, ulubione kawałki z CD (specjalnie na tę wyprawę wziąłem je ze sobą :cwaniak: ) - pełnia szczęścia - samochodowa nirwana...

i żyli tak długo i szczęśliwie :)

************************* KONIEC ***********************


....a po końcu - czas na fotki - trochę aktualnych z ostatniego miesiąca :-)
*
*
1
Image
*
*
2
Image
*
*
3
Image
*
*
4
Image
*
*
5
Image
*
*
6
Image
*
*
7
Image
*
*
8
Image
*
*
9
Image
*
*
10
Image
*
*
11
Image
*
*
12
Image
*
*
13
Image
*
*
14
Image
*
*
15
Image
*
*
16
Image
*
*
17
Image
*
*
18
Image
*
*
19
Image
*
*
20
Image
*
*
21
Image
*
*
22
Image
*
*
23
Image
*
*
24
Image
*
*
25
Image
*
*
26
Image
*
*
27
Image
*
*
28
Image
*
*
29
Image
*
*
30
Image
*
*
31
Image
*
*
32
Image
*
*
33
Image
*
*
34
Image
*
*
35
Image
*
*
36
Image
*
*
37
Image
*
*
(a w najbliższym czasie dodam jeszcze trochę starych, historycznych fotek)
Pozdrawiam,
Rafał
"It`s not the size of the dog in the fight, it`s the size of the fight in the dog" Mark Twain
ImageImage
Awatar użytkownika
FierceDog
 
 
 
Posty: 108
Dołączenie: 16 Paź 2008 23:33
Miejscowość: 100lyca
Moje BMW: E46 330Ci 2003

Powróć do Galerie

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość