Dodano: 07.09.2007

"Młody, mały, ekonomiczny miejski samochód"

Takie właśnie motto przyświecało mi kiedy to około 3 lata temu zacząłem poszukiwania swojego pierwszego samochodu - miał być nieduży, wręcz mały, przede wszystkim ekonomiczny i miejski oraz nie za stary. Marki które chodziły po mojej głowie wtedy to opel, toyota ewentualnie volkswagen... Wcześniej miałem okazje jeździć Polonezem, Fiatem Uno, oraz Daewoo Espero – nie miałem wielkich oczekiwań...

Któregoś popołudnia mój najlepszy przyjaciel, który w tym okresie także był na etapie poszukiwania samochodu, ale miał zdefiniowane „trochę” inne kryteria wyszukiwania zadzwonił do mnie, właśnie stałem na przystanku autobusowym, i oznajmił że kupił wóz (!) i kazał poczekać, zaraz podjedzie. 
Co obstawiałem? – Corsa, Punto może Golf?... Podjechał E30 316 z 1990 r. Wsiadłem do środka (akurat środek nie był w najlepszym stanie) pojechaliśmy kawałek podczas którego bardziej skupiłem się na zadaniu miliona pytań na temat auta niż na wrażeniach z jazdy, zatrzymaliśmy się, wsiadłem za kierownice, ruszyłem... Zapadła cisza... w mojej głowie rodziły się kolejne pytania: dlaczego samochód o pojemności silnika jak polonez i niewiele lżejszy przyspiesza 8 razy szybciej?, dlaczego w zakrętach nie odpływam nim jak Uniakiem?, dlaczego w 13-sto letnim samochodzie nic nie stuka i nie trzeszczy w środku jak w dwuletnim espero? Odpowiedź na te i inne pytania rozwiewała za każdym razem „szachownica” na kierownicy... Niesamowite - pomyślałem...

Około 2 tygodnie później okazało się że znajomy mojej żony ściąga samochody z Niemiec i właśnie ma coś co przyprowadził dla siebie ale niestety musi sprzedać z powodu powiększenia się rodziny. Na maila dostałem zdjęcia zielonej E36 coupe z silnikiem M50 2 litry z 1994 r. Zbieg okoliczności? – NIE, przeznaczenie? – jeszcze nie wiem... ;-)

Kilka dni później po naocznych oględzinach i jeździe testowej już wiedziałem że nie był to zbieg okoliczności. Moje pośladki „uśmiechnęły” się gdy pierwszy raz zasiadłem w profilowanym sportowym fotelu regulowanym w 3 płaszczyznach z wysuwanym podudziem, moje oczy skupiły się na klasycznej skromnej desce rozdzielczej z pięknym bursztynowym podświetleniem i skierowanym w stronę kierowcy tunelu środkowym z wyświetlaczem OBC, firmowym radiem z płytami CD i 2 strefową klimatyzacją, uszy zaczęły się grzać przy delikatnym mruczeniu 6 garów, a rozgrzały się przy pięknym brzmieniu powyżej 3 tyś obrotów... Rollercoaster to pierwsze skojarzenie które miałem gdy wchodziłem w zakręty...

Wracając do domu podświadomie łamałem moje zdefiniowane kryteria szukanego samochodu, nabierałem przekonania że przecież „kupeta” jak na BMW jest całkiem młoda (10 lat), mała?, miejska? – przecież jest nieduża i ma tylko dwoje drzwi, ekonomiczna? – przecież są samochody które palą więcej, przecież na co dzień i tak nią nie będę jeździł... już wiedziałem że będzie moja.

Przez te 3 lata sprawuje się doskonale, nigdy mnie nie zawiodła, a powiedzenia Będziesz Miał Wydatki nie potwierdza. Świetny wóz, komfortowy, bezpieczny, dynamiczny o pięknej ponadczasowej linii, towarzyszy nam i sprawdza się nawet na ślubie ;-).
Moje Coupe kupione było jako oryginał i takie pozostanie - łącznie z oryginalnymi szprychowymi felgami na których połamałem już podczas czyszczenia niezliczone ilości szczoteczek do zębów...

Pozdrawiam
PRYMUS – BMW Klub Polska.

powrót