|
Pogromca M5?
Należąca do koncernu General Motors Australijska firma Holden marzyła o jednym - zbudować samochód, który zdetronizowałby niekwestionowanego Króla sportowych limuzyn - BMW M5. Czy potężny Holden Commodore HSV GTS-R faktycznie zjadłby M5 na śniadanie - sprawdził brytyjski magazyn Top
Gear.
HSV - nadworny Tuner Holdena kupił własne M5 i konstruował swojego GTS-R'a wyłącznie z myślą o pobiciu bawarskiego potwora. Silnik Australijskiego Smoka był przygotowany przez chyba najsłynniejszą amerykańską firmę tuningową - Callaway. Na papierze wszystko zdaje się przemawiać na korzyść pretendenta. Holden ma większą moc (GTS-R - 410 koni; M5 - 400), wyższy moment obrotowy (GTS-R - 376 lb/ft; M5 - 369). Prędkość maksymalną GTS-R też ma większą - 260 km/h (M5 - 250 km/h). Chociaż warto zauważyć, że w obydwu samochodach jest ona ograniczona elektronicznie. Co niezwykle istotnie - GTS-R jest także sporo, bo aż o 90 kilo lżejszy (1705 kg; M5 - 1795 kg).
Tak więc sytuacja wydawała się jednoznaczna - M5 nie ma szans. Jednak redaktorzy TopGear nie ufali suchym liczbom - postanowili sprawdzić je w praniu. I tak, na torze wyścigowym ustawili obok siebie M5 oraz GTS-R. Ten sam tor, ten sam kierowca - nie sposób o bardziej obiektywną ocenę.
A wyniki tego pojedynku były niezwykle interesujące. Na pierwszy ogień testu poszedł Holden. Wyłączona kontrola trakcji, wyłączona klimatyzacja - maksimum prędkości. Samochód w zakrętach porusza się na granicy przyczepności, właściwie prześlizgując się przez nie niż przejeżdżając. Robione są kolejne okrążenia - 56,06 sekund, 56,18; 56,35. Zastanawia, że z każdym kolejnym okrążeniem, Holden osiąga słabsze czasy - przecież logika nakazywałaby coś odwrotnego. To jednak jest wina hamulców GTS-R'a, które nie potrafiły odpowiednio sprostać olbrzymim temperaturom osiąganym na torze. Z każdą rundą droga hamowanie się wydłużała a tempo jazdy słabło.
Teraz, na tor ruszyło M5. Czy będzie potrafiło sprostać wyzwaniu? Przecież nawet wygląd przemawia na korzyść Holdena. Gdzież tam szlachetnej, spokojnej linii M5 startować do spoilerów, ryczącego wydechu i czerwonych naklejek Holdena. Trzy, dwa, jeden, start... Niestety - od razu czuć różnicę, BMW jest cichsze, nie ma tu tej dramaturgii piszczących opon i ryku silnika. Trzy okrążenia - patrzymy na zegarek - lecz cóż to? Nasze czasy to 55,42; 54,96; 55,00 sekundy! Średnio M5 jest szybsze od GTS-R'a o 1,06 sekundy - różnica mniej więcej taka jak pomiędzy Hakkinenem a np. Herbertem. Ale może to dlatego, że nasz kierowca dobrze już poznał tor, po którym jeździ - sprawdzimy - jeszcze jedna rundka w Holdenie. Jedziemy najlepiej jak umiemy - idealny przejazd, ale stoper jest nieugięty: 55,62 sekundy. Najlepszy przejazd, lecz ciągle i tak gorszy niż najsłabszy czas BMW M5. Potwierdziły to pomiary przyspieszenia. Na naszym torze M5 osiągało setkę w 6,1 sekundy, zaś Holden odrobinkę wolniej - 6,2 sek. Niestety dla Australijczyka, wraz ze wzrostem prędkości przewaga BMW robiła się coraz wyraźniejsza. I tak 210 km/h M5 osiągało w 22,6 sek. natomiast Holden był już o 1,2 sekundy z tyłu (23,8 sek). A przy tej prędkości 1,2 sekundy to 70 metrów różnicy (czyli prawie 15 długości samochodu). Mimo mniejszej pojemności silnika (M5 - 4941
cm3; GTS-R - 5666 cm3) BMW zwyciężyło, i to zdecydowanie, w kategorii elastyczność. M5 na szóstym biegu z 80 km/h do 110 km/h przyspieszało w 6,9 sek, Holden w... 14,7.
Tak więc BMW M5 wyraźnie obroniło tytuł najlepszego samochodu sportowego "po tej stronie Porsche 996". Jednak to dobrze, że Holden próbował ze wszelkich sił zdetronizować mistrza. Tym razem się nie udało, ale takie próby przyczyniają się do tego, że BMW buduje co raz lepsze auta. Konkurencja nie śpi!
Opracowane na podstawie tekstów z magazynu TopGear, Listopad 2000
archiwum newsów 
|