|
Zimowe ślizganie (?) w Ułężu
Niedziela 7 rano, co za godzina?! Wściekł się ten cholerny budzik?!
Przewracam się na drugi bok, ale budzik nie daje za wygraną.
Powoli dociera do mnie świadomość, że niebawem przyjedzie Bastek i ruszamy do Ułęża.
Nasze modlitwy o śnieg tym razem nie zostały wysłuchane, więc liczymy po prostu na dobrą zabawę. Ja, w ramach zadań na moim poziomie, nastawiam się na trzymanie tabliczki z czasami kolejnych przejazdów
;-).
Dojeżdżamy na 9 według planu. Po drodze mija nas HeZi w swoim służbowozie. Na miejscu Andrzej z Wieńkiem i Felixem (o której oni przyjechali???) rozstawili już słupki na pierwszej trasie. Zameldowali się jeszcze: klan Fedów, Rafał, MarioBigRed, Morgan z kolegą i zayatz z lubą.
Próby dwie: pierwsza chyba troszkę łatwiejsza, druga szybka, ale ciasna.
HeZi nie oszczędzał służbowozu, ale jak sam stwierdził przyjechał jeździć i się uczyć. A propos nauki Andrzej, Wieniek i Felix przez te kilka godzin, jeździli i szkolili, w zasadzie ile kto chciał i czym chciał. Respect. Każdy miał możliwość spróbowania swoich sił kilka razy na każdej trasie. Stosowanie się do sugestii mądrzejszych dawało naprawdę wyraźną poprawę z przejazdu na przejazd. Żeby nie było tak ogólnikowo, dodam, że sama postanowiłam spróbować swoich sił, nie dla wyniku a jedynie dla frajdy. I kiedy porównałam czasy z pierwszej i ostatniej jazdy sama byłam zaskoczona.
W tak zwanym między czasie, korzystaliśmy z bogato zastawionego grilla, obsługiwanego przez całą imprezę przez Fedę-Juniora.
Dla statystyki dodać trzeba jedną ranną E30 Wieńka, ale niegroźnie, bo tylko mała uszczelka przy przepustnicy do wymiany, a użyczony płyn do chłodnic załatwił sprawę.
W ramach podsumowania: warto się spotkać, żeby szybko i bezpiecznie pojeździć w dobrym towarzystwie. Mimo, że czasem, jak w moim przypadku, wiąże się to z dodatkowymi wydatkami na kolejne jazdy szkoleniowe wywołane chęcią podciągnięcia umiejętności.
;-)
Tekst: Ola Bilewicz
lista klubowych imprez 
|