Dodano: 24.09.2007

Zimowe ślizganie (?) w Ułężu

Niedziela 7 rano, co za godzina?! Wściekł się ten cholerny budzik?!
Przewracam się na drugi bok, ale budzik nie daje za wygraną.
Powoli dociera do mnie świadomość, że niebawem przyjedzie Bastek i ruszamy do Ułęża.

Nasze modlitwy o śnieg tym razem nie zostały wysłuchane, więc liczymy po prostu na dobrą zabawę. Ja, w ramach zadań na moim poziomie, nastawiam się na trzymanie tabliczki z czasami kolejnych przejazdów ;-). 
Dojeżdżamy na 9 według planu. Po drodze mija nas HeZi w swoim służbowozie. Na miejscu Andrzej z Wieńkiem i Felixem (o której oni przyjechali???) rozstawili już słupki na pierwszej trasie. Zameldowali się jeszcze: klan Fedów, Rafał, MarioBigRed, Morgan z kolegą i zayatz z lubą. 

Próby dwie: pierwsza chyba troszkę łatwiejsza, druga szybka, ale ciasna. HeZi nie oszczędzał służbowozu, ale jak sam stwierdził przyjechał jeździć i się uczyć. A propos nauki Andrzej, Wieniek i Felix przez te kilka godzin, jeździli i szkolili, w zasadzie ile kto chciał i czym chciał. Respect. Każdy miał możliwość spróbowania swoich sił kilka razy na każdej trasie. Stosowanie się do sugestii mądrzejszych dawało naprawdę wyraźną poprawę z przejazdu na przejazd. Żeby nie było tak ogólnikowo, dodam, że sama postanowiłam spróbować swoich sił, nie dla wyniku a jedynie dla frajdy. I kiedy porównałam czasy z pierwszej i ostatniej jazdy sama byłam zaskoczona.

W tak zwanym między czasie, korzystaliśmy z bogato zastawionego grilla, obsługiwanego przez całą imprezę przez Fedę-Juniora.

Dla statystyki dodać trzeba jedną ranną E30 Wieńka, ale niegroźnie, bo tylko mała uszczelka przy przepustnicy do wymiany, a użyczony płyn do chłodnic załatwił sprawę.

W ramach podsumowania: warto się spotkać, żeby szybko i bezpiecznie pojeździć w dobrym towarzystwie. Mimo, że czasem, jak w moim przypadku, wiąże się to z dodatkowymi wydatkami na kolejne jazdy szkoleniowe wywołane chęcią podciągnięcia umiejętności. ;-)

 

Tekst: Ola Bilewicz

lista klubowych imprez