|
Zlot Jesienny '2005 (Szymany /
Krutyń)
Pod koniec września odbył się kolejny Zlot Jesienny BMW Klubu Polska, tradycyjnie zamykający sezon większych spotkań w danym roku. Teraz na następne tak duże spotkanie trzeba poczekać aż do
wiosny...
Tym razem postanowiliśmy wyjść naprzeciw oczekiwaniom klubowiczów z północnej Polski organizując zlot nieco bliżej Pomorza. Tak więc naszą bazą wypadową został ośrodek "Krutynianka" w Krutyni na Mazurach (polecamy!).
W piątek od samego rana klubowicze zaczęli nadciągać z całej Polski. Około godziny 20:00 większość z deklarowanych 60 osób już była na miejscu. Gospodarze ośrodka zorganizowali nam ognisko, kiełbaski i beczkę piwa dzięki czemu mogliśmy rozpocząć integrację z nowymi członkami BMW Klub Polska, którzy przybyli na takie spotkanie po raz pierwszy oraz przedstawicielem firmy BMW Polska. Rozmowom niemal nie było końca - ostatnie osoby udały się do ładnie odnowionych i utrzymanych domków około godziny 3 nad ranem. Nikt z alkoholem nie przesadzał mając na uwadze poranny wyjazd na lotnisko.
W sobotę po sytym śniadaniu uformowaliśmy długą kolumnę i wyruszyliśmy w 40-kilometrową drogę do Szyman koło Szczytna, gdzie czekało już na nas wynajęte lotnisko.
Ze zlotu na zlot wydłuża się lista uczestników, tym razem przeprowadzenie kolumny ponad trzydziestu samochodów długą trasą było nie lada sztuką. Widok tak dużej liczby samochodów marki BMW przejeżdżających w spacerowym tempie przez okoliczne wioski i miasteczka nie łamiąc przy tym przepisów ruchu drogowego powodował masowe wyleganie ludności przed chałupy oraz wzrost przypadków skrętu szyi u okolicznych mieszkańców. Tym bardziej, że w kolumnie były m.in. takie samochody jak BMW Z4 (dzięki uprzejmości firmy BMW Polska), najnowsze E65 750i po liftingu, BMW Z3 cabrio, E46 M3 cabrio, E34 M5, E34 AC Schnitzer, dwa BMW 850i i wiele innych pięknie utrzymanych aut w znakomitej większości nie dotkniętych rękami domorosłych tunerów.
Po drodze, kilka kilometrów przed lotniskiem zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, niestety blokując ją niemal kompletnie. Tu też miała miejsce pierwsza "przygoda" - jeden z klubowiczów zatrzasnął kluczyki wewnątrz samochodu. Niestety (albo może to i lepiej ;) nikt z pozostałych osób nie znał innego sposobu na awaryjne otworzenie drzwi niż wybicie szyby, więc Robert poczekał na "fachowca", który otworzył jego E36 w kilkanaście sekund.
Na lotnisku czekał już na nas Paweł Borys - czynny zawodnik rallycrossowy z czołówki polskiej, który miał nam zorganizować szkolenie z szybkiej i bezpiecznej jazdy. Ustawił dwie próby z pachołków, na których jeździliśmy na czas słuchając wskazówek i uwag odnośnie wybierania najbardziej optymalnego toru jazdy oraz odpowiedniego momentu hamowania. Równocześnie rozpoczęło się masowe oglądanie samochodów, zwłaszcza tych nowych lub nowo kupionych, które pojawiły się w klubie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. A było co oglądać!
Uformowała się również kolejka do przejażdżki BMW Z4, którym przyjechał do nas przedstawiciel BMW Polska. Pomimo początkowych obaw
;-) ewoluujących poprzez lekki stan przedzawałowy do zaufania (dzięki!
:-) i bieżącego kontrolowania tylko kto i gdzie jeździ w danej chwili autem testowym, każdy z klubowiczów mógł usiąść za kierownicą tego roadstera i na własnej skórze przekonać się co potrafi tak niewielki samochodzik z 3-litrowym benzynowym silnikiem o mocy 231 KM i skrzynią SMG. Zdecydowana większość testujących wsiadała do auta z poważną i skupioną miną, by po 3-minutowej przejażdżce zatrzymywać się z uśmiechem od ucha do ucha. Jeden z klubowiczów żartem rzucił:
"Żyję na tym świecie 30 lat i jeszcze nigdy nie byłem tak uśmiechnięty." Faktycznie - wrażenia z jazdy były niesamowite. Pod warunkiem, że nie przeszkadza nam wymagająca przyzwyczajenia skrzynia biegów i że nie mamy więcej niż ok. 1.90 cm wzrostu. Osoby wyższe mimo opuszczenia fotela maksymalnie w dół mogą mieć problem żeby czubek głowy nie wystawał ponad szybę czołową, natomiast skrzynia zbyt długo przełączała biegi w górę, choć przy redukcji w dół odbywało się to już lepiej bo bez szarpnięcia.
Była również możliwość przejażdżki nowiutkim BMW 750i, niestety jedynie na fotelu pasażera. Mimo to opcja ta również cieszyła się sporym zainteresowaniem, a wrażenia z jazdy tym 367-konnym potworem dostarczały naprawdę dużych wrażeń.
W wolnym czasie, między jazdą na czas i testowaniem Z4, klubowicze na ponad 2-kilometrowym pasie głównym lotniska porównywali przyspieszenie i prędkość swoich samochodów. Okazało się np. że jedno 850i drugiemu nierówne oraz że (bądź co bądź) stare E34 M5 jedzie prawie tak samo szybko jak E46 M3. Bardzo pouczająca była równoległa próba przyspieszeń najszybszych na zlocie aut, czyli E28 535i, E34 M5, Z4 3.0i, E34 AC Schnitzera S3, E46 M3 Cabrio, E39 540iA i E65 750i. Pytacie jaki był wynik? - o nie, aby się przekonać samemu, zapraszamy do klubu i na kolejny zlot...
Największym pechowcem tego dnia okazał się Felix, któremu tuż przed wjazdem na lotnisko przestała działać pompka, co wywołało duże współczucie ze strony klubowiczów a zwłaszcza mniej zorientowanych klubowiczek. Pomimo kilku prób jej reanimacji, których a to naprzemian a to razem dzielnie podejmowali się Panfil oraz HeZi, pompka Felixa aby zadziałać wymagała intensywnych bodźców zewnętrznych, po czym i tak działała z przerwami, aż w końcu ze zmęczenia na stałe wyzionęła ducha. Felix zdołał jednak jeszcze tego samego dnia zorganizować sobie nową pompkę, którą odebrał z pobliskiej miejscowości dzięki bezinteresownej pomocy Igora i jego małżonki. W sumie jeszcze tego samego dnia wieczorem Felixowi udało się zamontować nową pompkę (po niewielkiej, lecz koniecznej korekcie drobnych różnic konstrukcyjnych i okablowania za pomocą imadła, siekierki i piły - ponieważ tylko takie narzędzia były dostępne) i założyć ją bez niepotrzebnych wybuchów (bynajmniej nie radości). Następnego dnia wszyscy jednak na wszelki wypadek zwracali szczególną uwagę na zachowanie odpowiedniej odległości od auta Felixa, którego ulubioną piosenką stał się znany przebój "Spalam się".
;-)
Ciekawym widokiem był też łeb śruby M13 wystający z opony 255/40/17 850tki Pawła. Do dziś zagadką dla Pawła pozostaje zarówno fakt jak tego dokonał jak i gdzie ją znalazł na... pasie startowym lotniska. Ze śrubą zaradny Pawełek poradził sobie bardzo szybko i sprawnie, trochę gorzej z tzw. "zdarzeniem losowym" w postaci lisa, który przebiegł mu przez drogę podczas podróży do najbliższego zakładu wulkanizacyjnego. To znaczy próbował, lecz nie do końca mu się niestety udało, a dokładniej - nie udało mu się już na samym początku, ponieważ lis wybiegł z przydrożnych zarośli wprost pod prawe koło nadjeżdżającego auta nie dając kierowcy najmniejszych szans. Nie mniej jednak dolna listwa zderzaka 850tki znajdująca się po tym zdarzeniu w bagażniku, zgodnie została uznana za fabryczny element auta, a nie domorosły "tuning" - ponieważ była oryginalna i bez lisa. Przy okazji wyjaśniło się także pochodzenie nazwy "lis"twa ochronna.
;-) Nauczeni doświadczeniem Pawła uczestnicy spotkania chwilę później z lekką obawą obserwowali lądowanie jednego z samolotów, który najwidoczniej zdołał ominąć ew. pozostałe śruby, ponieważ lądowanie zakończył przyziemieniem bez bączków oraz innych figur
akrobatycznych. Dzięki bardzo ładnej pogodzie oraz braku smrodu palonej gumy część z osób potraktowała zlot niemal jak rodzinny piknik.
Po siedmiu godzinach zabawy, zmęczeni ale w 100% cali :-) i szczęśliwi, spokojnym tempem wróciliśmy do ośrodka w Krutyni, znów wzbudzając powszechne zainteresowanie.
Na miejscu czekała nas już kolacja, podczas której główną atrakcją kulinarną był pieczony prosiak. Pomimo, że ewidentnie nie należał on do nadzianych, co najwyżej do wypchanych (a i to tylko jabłkami), nie mniej jednak szybko został po nim tylko szkielet, jakby dopadło go stado rekinów (a dokładniej ich byłych i obecnych właścicieli
:-).
Wręczone zostały również nagrody za jazdę na czas. Nagrody zostały ufundowane przez firmę Carrida z Warszawy (dystrybutora kosmetyków samochodowych TurtleWax) oraz firmę BMW Polska. I znów, tak jak poprzedniego wieczora, piwko lało się wartkim strumieniem, do późnej nocy trwały dyskusje, dzielenie się wrażeniami i snucie planów na przyszłość.
W niedzielę po śniadaniu część klubowiczów postanowiła wyruszyć w drogę powrotną. Niektórzy mieli wszak do przejechania ponad 500 km. Natomiast mała grupa składająca się z 8 samochodów postanowiła zrobić wycieczkę po okolicy. Najpierw udaliśmy się do reklamowanego w okolicy ośrodka Galindia w pobliżu Ukty, który reklamuje się jako wioska Wikingów. Wioska, jak to wioska (a raczej spora karczma + kilka wiat), ale znajdujące się w tym miejscu rzeźby mocno urzekły większość męskiej części klubu do tego stopnia, że co rusz wzajemnie przypominano sobie o zakazie dotykania eksponatów.
Pół godziny później pojechaliśmy w okolice Kętrzyna zwiedzić kwaterę Hitlera - Wilczy Szaniec. Pani przewodnik oprowadziła nas po całej kwaterze opowiadając wiele ciekawych historii, które niekoniecznie da się znaleźć w przewodnikach. Pod koniec dało się usłyszeć gromadne "uff..." - okazało się, że Hitler jeździł Mercedesem.
Po obiedzie pożegnaliśmy się i wyruszyliśmy w stronę domu. Teraz pozostają nam wspomnienia, zatarta pompka, śruba M13, ponowne zamocowanie listwy do 850tki, zdjęcia i oczekiwanie na następny
zlot.
Tekst: Henryk Zioło, Paweł
Zal, Sebastian Morawski
Zdjęcia: Bartek Wawruch, Mirosław Piechowski, Sebastian Kamiński, Anna Morawska, Paweł Piekarz
Dziękujemy firmie BMW Polska za udostępnienie samochodu BMW Z4 do testów i drobne upominki dla klubowiczów, oraz firmie Carrida za ufundowanie nagród w konkursie jazdy na
czas.
lista klubowych imprez 
|