Dodano: 20.05.2004

Spotkanie na Pomorzu (Jastrzębia Góra)

Jadąc na Pomorze obawiałem się, że nadchodzący weekend może nie być całkowicie udanym. Szczerze mówiąc - usiłując nie dać się zdmuchnąć lub zmyć z drogi - rozmyślałem sobie o powodziach, sztormach, huraganach, cyklonach, pękających tamach i pozostałych tego typu "przyjemnościach". Żadnych wątpliwości nie miałem jedynie co do ponownego spotkania się ze "starymi" i "nowymi" Klubowiczami, w których towarzystwie wielokrotnie już, zawsze bardzo wesoło i ciekawie spędzałem wolne weekendy. Ale pogoda... - ta z całą pewnością nie nastrajała mnie optymistycznie. Lało prawie przez całą drogę z Warszawy do pensjonatu "Magnat" w Jastrzębiej Górze - gdzie mieliśmy nocować. Momentami lało tak bardzo, że nawet samochody z włączonymi światłami przeciwmgielnymi były bardzo słabo widoczne, a prędkość 30 km/h wydawała się zbyt duża... Mimo wszystko mozolnie parłem do przodu mając cichą nadzieję, że wbrew kolejnym prognozom pogody (w każdej stacji radiowej zapowiadano na nadchodzące dni opady i burze) jakoś uda nam się choć na kilka godzin wyrwać z hotelu na spacer i zwiedzanie okolic.

Po przyjeździe na miejsce okazało się, że w Jastrzębiej Górze jednak nie pada - to był pierwszy dobry znak dla rozpoczynającego się właśnie weekendu. Po całym dniu pracy i kilkuset kilometrowej podróży postanowiliśmy pójść do knajpy na kolację. Na razie była nas mała grupka: "EvoGrześ" :-) - czyli Grzegorz i Ewa w E36 318is coupe, Henio (który tym razem z braku czasu pozostawił we Wrocławiu E34 524td - szerzej znane /i słyszane :)/ jako "rechotek" - i zabrał się z Ewą i Grzesiem bezpośrednio z W-wy) oraz Bastek z Anią w E36 316i (którego tym razem wybrali ze swej stajni do podróży, pozostawiając kolorystycznie nie odpowiadające wiosennej kreacji Ani E34 525iA w garażu - a co! :-). Pojawił się również mieszkający niedaleko Michał (E36 318i). Michał "w locie" przechwycił E36 Grzesia i Ewy kilkanaście kilometrów przed końcem trasy i poprowadził ich wprost do znajdującego się nieco na uboczu hotelu.
Po sutym posiłku i kilku godzinach rozmów, już po północy poszliśmy przywitać morze. Henio nie mógł powstrzymać się od tegorocznych zaślubin Klubu z morzem i wejścia do wody. Jednak jej temperatura (raczej poniżej 10 st. C) nie pozwalała na zbyt długie kąpiele, jeśli można tak nazwać stanie w środku nocy po kolana w lodowatej wodzie :-).W sobotę rano okazało się, że nie dość, że nie pada to jeszcze świeci słońce! Nieśmiało i zza chmur, ale w porównaniu do poprzedniego dnia była to rewelacja - tego właśnie brakowało nam do pełni szczęścia. Pod koniec śniadania na świeżym powietrzu dojechał Michał (w E21 w bardzo dobrym stanie) i razem postanowiliśmy pojechać na przylądek Rozewie (najdalej wysunięty na północ kraniec Polski). Zwiedziliśmy znajdującą się tam latarnię morską, w której wnętrzu mieści się wystawa poświęcona historii latarni w Polsce, po czym zeszliśmy stromym klifem na brzeg morza by tym razem w świetle dnia wchłonąć jak najwięcej jodu :-). Buszujący w najbardziej wysuniętym na północ lesie RP Henio wypatrywał reniferów - niestety żadnego nie znalazł, ponieważ - jak naukowo stwierdził - wszystkie na lato wyniosły się do zimnych krajów.

Następnym punktem naszego programu była wycieczka na Półwysep Helski - więc podjechaliśmy sobie do Helu. Po spacerze po portowym molo nie mogliśmy powstrzymać się od kupna świeżej wędzonej rybki, którą postanowiliśmy natychmiast skonsumować na ławce delektując się jednocześnie wiosennym widokiem Zatoki Puckiej (rybka - palce lizać ! :-)). Ludzie jakoś dziwnie się na nas patrzyli, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało.
Potem poszliśmy do fokarium, gdzie trafiliśmy akurat na porę karmienia - było na co popatrzeć :-).

Kilka minut po 15-tej wyruszyliśmy do Gdyni, aby wziąć udział w głównym punkcie programu tego weekendu - spotkaniu z mieszkającymi na Pomorzu Klubowiczami oraz sympatykami Klubu i pojazdów marki BMW. Po drodze dołączył do nas Łukasz z Poznania w E34 525tds. Na Skwerze Kościuszki, przy którym stały zacumowane Dar Pomorza i Dar Młodzieży, czekali już na nas: Krzysiek (E30 325e), Marek vel. "Zielony" z Bogusią vel. "Bodzia" (E32 730i), Michał z Danielą (E36 318i) oraz Adam (E36 318tds). Jak na luźne spotkanie zorganizowane poza harmonogramem oficjalnych klubowych spotkań i wyjazdów było nas całkiem sporo :). A miało być jeszcze więcej, ponieważ za pomocą ogólnodostępnego forum dyskusyjnego zaprosiliśmy na nie także osoby spoza Klubu. Niestety, pomimo wstępnych deklaracji kilku osób z Trójmiasta nikt się nie pojawił - a szkoda, bo miały okazję osobiście przekonać się o tym, że BMW Klub Polska jest klubem otwartym dla wszystkich rozumnych i kulturalnych kierowców BMW - jakimi sami staramy się być.
Niestety pół godziny później nagle zaczęło potężnie padać, więc pilotowaną przez Michała w E21 kolumną złożoną z ośmiu samochodów pojechaliśmy do knajpy góralskiej (!) na obiad, który potrwał w zasadzie aż do godzin kolacyjnych. Stamtąd już w sześć samochodów pojechaliśmy do naszego pensjonatu, gdzie szybko i sprawnie zorganizowaliśmy w największym pokoju tzw. "imprezę". Opowieściom i żartom nie było końca - imprezę zakończyliśmy tylko i wyłącznie z tzw. "zdrowego rozsądku" o 4 nad ranem...

Rozmawialiśmy nie tylko o BMW - bardzo ciekawie opowiadał np. Michał o odbytych przez siebie rejsach oraz pracy Oficera Marynarki (nawigatora) na dużych statkach handlowych (wyobrażacie sobie nigeryjskie moskity o wielkości wróbli?!). Aha - Zielony okazał się wysokiej klasy koneserem piwa pewnego browaru z Poznania - w końcu oczywistym stało się skąd wzięła się ksywa "Zielony" ;-). Najwięcej o tym może opowiedzieć Łukasz, który nieświadomie usiadł właśnie obok Zielonego... - do dziś nie mam pojęcia gdzie oni to wszystko zmieścili! (i to kulturalnie i z humorem - do samego końca!) W niedzielę przy śniadaniu znów miło przygrzewało wiosenne słonko - było jeszcze cieplej niż w sobotę :). Po wspólnym pożegnaniu morza (tym razem do wody odważyli się wejść jeszcze Zielony oraz Ewa) pojechaliśmy do Gdyni zobaczyć oceanarium - niestety większości z nas nie specjalnie przypadło ono do gustu. W sumie niezbyt wiele zwierząt i to najczęściej stłoczonych w niewielkich (w proporcji do wielkości lub ilości zwierząt) akwariach. Czasami naprawdę żal było na to patrzeć...

Kolejnym punktem bezbłędnie opracowywanego w trybie "on-line" przez pomorskich Klubowiczów programu była wycieczka na tzw. Oliwski Pachołek - czyli wierzę widokową na jednym ze wzgórz w parku, z której rozciągała się panorama na dużą część Gdańska i Sopotu oraz na Zatokę Gdańską. Piękny, słoneczny widok sięgał aż po sam horyzont.
Weekendowy wyjazd zakończyliśmy ok. 16-tej wspólnym obiadem w barze nad zatoką (tym razem rybka była smażona i równie świeża :-)) i po krótkich pożegnaniach ruszyliśmy w drogę powrotną.
Około 50 km od Gdańska zaczął padać deszcz... 

 

Tekst: Sebastian Morawski (szkic), Henryk Zioło (nadanie kolorytu :))
Zdjęcia: Ewa Rajzyngier, Anna Morawska

lista klubowych imprez