Dodano: 29.11.2003

Wycieczka do Torunia

Drugi listopadowy weekend wykorzystaliśmy na wspólne spotkanie w grodzie Kopernika. Pomysł spotkania zrodził się już w sierpniu w Kołobrzegu. Słońce nie było kompanem klubowiczów jednak co najważniejsze pomimo pochmurnego nieba nie spadła nawet kropelka deszczu. Kolega HeZi (E34) dojechał jako pierwszy już w piątek wieczorem, pozostali czyli Grzesio wraz z żoną (E36) i Kasia z Damianem (E30) dojechali w sobotę rano. Po zameldowaniu się w hotelu znajdującym się tuż obok starówki udaliśmy się na fort numer IV, gdzie byliśmy umówieni z przewodnikiem. Podczas blisko trzygodzinnej wycieczki nasz przewodnik, członek Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji, pokazał nam nie tylko samą fortyfikację, ale także przybliżył nam życie żołnierzy mieszkających w takim forcie w czasie działań wojennych.

Po tej pasjonującej wyprawie do świata fortyfikacji końca XIX i początku XX wieku powróciliśmy na toruńską Starówkę. Po krótkim spacerze i zwiedzeniu między innymi wystawy "Dawny Toruń" w Ratuszu Staromiejskim nasze żołądki przypomniały o swoim istnieniu. Mimo iż jedzenie było pyszne, a atmosfera przy stoliku gorąca musieliśmy zakończyć nasze rozmowy, gdyż czekał na nas już prof. Andrzej Strobel, który oprowadził nas po Obserwatorium Astronomicznym w podtoruńskich Piwnicach. Na miejscu dołączył do naszego grona kolejny klubowicz, Michał wraz z Agnieszką. Nasz przewodnik okazał się tak fantastycznym mówcą, że bardzo szybko przenieśliśmy się dosłownie do świata astronomii i zapomnieliśmy że istnieje coś takiego jak cywilizacja. Mieliśmy niepowtarzalną okazję obejrzenia eksponatów, które miały nieoceniony wpływ na współczesne postrzeganie świata, a także obejrzenia z bliska największego radioteleskopu pomiędzy Odrą a daleką Syberią. Czasza średnicy 32 metrów widziana z bliska naprawdę robi wrażenie. Powróciliśmy na ziemię po blisko czterech godzinach podróży po odległych światach ;)

Prosto z Piwnic udaliśmy się na drugą stronę Wisły skąd mieliśmy okazję oglądać najpiękniejszą panoramę starego miasta w Europie.
Gdy wracaliśmy do hotelu zbliżała się godzina 22, więc wyruszyliśmy poznać uroki Torunia nocą. Akcja "Toruń baj najt" zakończyła się przed godziną drugą gdy wszyscy wrócili do hotelu a ja do domu ;)

Kolejny dzień tuż po śniadaniu rozpoczęliśmy od pieszej wycieczki po starówce, przy okazji której wszyscy dokonali obowiązkowych zakupów pierników. Ze starówki wróciliśmy do naszych autek i wyjechaliśmy z Torunia na podbój zamku w Golubiu-Dobrzyniu. Niestety nie wyjechaliśmy w komplecie, gdyż Michał ze swoją piękniejszą połową z samego rana pojechał w odwiedziny do znajomych z Torunia. Wizytę na zamku rozpoczęliśmy od Karczmy "Rycerskiej", gdzie skosztowaliśmy ciepłego miodu pitnego. Po tej uczcie dla podniebienia, z której nie wszyscy skorzystali, rozpoczęliśmy zwiedzanie wraz z przewodnikiem, który zagwarantowany był w cenie biletu. I tu nasze szczęście się skończyło. Ta "przewodniczka" nie była już pasjonatką i nie umiała nas zafascynować swoimi opowieściami o zamku, a wręcz przeciwnie. W taki oto sposób piękny zamek stracił wiele ze swojego uroku. Jedyne co nam pozostało to zrobienie pamiątkowych fotek i realizowanie dalszych planów na dzień dzisiejszy.

Wróciliśmy więc do Torunia gdzie zjechaliśmy na ruiny zamku Dybowskiego. Niestety wybrałem nie najlepszą drogę dojazdu za co przepraszam zarówno nasze auta jak i kierowców ;) Chwilę potem powrócił do naszego grona Michał.

Kolejnym punktem programu było jedno z najbardziej znanych uzdrowisk, Ciechocinek. Przy okazji sprawdziliśmy do czego zdolny jest koreański wynalazek, który dziarsko jechał do 160 km/h, potem jednak musiał odpuścić. Kierowca owego Lanosa był mocno poirytowany gdy pięć jadących wspólnie BMW zaczęło go wyprzedzać z prędkościami sięgającymi 200 km/h. Około dwa kilometry dalej sprawdziliśmy empirycznie również reakcję policjanta koło którego z mocno za dużą prędkością ;) przejeżdża pięć aut bawarskiej marki. Na szczęście reakcja była bierna ;)
Zwiedzanie Ciechocinka rozpoczęliśmy oczywiście od tężni. Podczas spaceru mieliśmy okazję zobaczyć kilka innych ciekawych miejsc sanatorium, aż dotarliśmy do słynnej fontanny "Grzybek". W okolicy "Grzybka" zjedliśmy wymarzony już obiad. Uczta trwała długo, a rozmowom nie było końca. Niestety nic nie trwa wiecznie i po powrocie do aut nadszedł czas pożegnań. Ciechocinek opuściliśmy jeszcze wspólnym kordonem jednak po kolei w kierunku domów odjeżdżali Grzegorz i HeZi. Na końcu ja pożegnałem się z pozostałymi, którzy wyruszyli również w kierunku domów.

Nasze weekendowe spotkanie dobiegło końca, pamiątką pozostały nam setki zdjęć, niezliczone żarty i zrodzone już plany kolejnych wypraw. Następnym razem na pewno będzie nas więcej.

 

Tekst: Radosław "Dennisek" Woźniak
Zdjęcia: Grzegorz Rajzyngier, Radosław "Dennisek" Woźniak, Michał Kleszewski

lista klubowych imprez